
Gdzie spotykają się łodzie i rowery
Wyspy leżały leniwie na horyzoncie, jak kamienie rzucone w morze. Poranne słońce rozlało złoto po zimnej, błękitnej wodzie. Felix stał przy sterze katamaranu Korkyra 650 Pro, słuchając delikatnego plusku o burtę, gdy dwie rowerzystki toczyły rowery po pomoście w jego stronę.
Spędziły poranek na szutrowych szlakach - kamienie, sosny, kurz i wiatr. Ich nogi były ciężkie, policzki zaróżowione, a koła wciąż niosły opowieść o każdym podjeździe.
"Wsiadajcie gdzie chcecie," zawołał Felix, stukając w bok tam, gdzie pokład był wolny. To była mała rzecz, której większość pasażerów nigdy nie zauważa — ale rowerzyści zawsze. Dla łodzi i rowerów wygoda to wszystko. Ona podniosła przednie koło tak, jakby robiła to już sto razy. Druga kobieta zaśmiała się. "To luksus w porównaniu z promem."
Usiadły na miejscach na dziobie, kurtki zasunięte wysoko przeciw wiatrowi, rowery zabezpieczone obok nich - nie schowane pod pokładem, lecz obecne, widoczne, część chwili. Silnik zamruczał, niskie wibracje przez podłogę, a Felix popchnął manetki do przodu.


Cicha chwila wycieczek łodzią i rowerem
Gdy wyspa kurczyła się za nimi, kobiety odtwarzały swoją trasę - stary przylądek z latarnią, zjazd po luźnym żwirze, ten jeden brutalny podjazd, gdzie ścieżka zwodziła, dając wrażenie, że się wypłaszczy… a potem oszukała.
Felix nie przerywał. Rowerzyści zawsze opowiadają prawdę inaczej — przez teren. Przez nogi. Przez wzgórze, które pokonali, albo to, które ich pokonało.
Zimny wiatr uderzał prosto w twarz, ale rejs był gładki. Tutaj, na tym dwukadłubowcu, Korkyra 650 Pro nie tylko "transportował". Łączył ląd i wodę. Ścieżkę i ślad za rufą. Dwa światy w jednej chwili. Cicha odmiana wycieczek łodzią i rowerem, gdzie podróż nie była zaplanowanym programem, tylko dwa koła i jedna łódź znajdujące się między wyspami.
Zawsze to kochał w tym pojeździe, sposób, w jaki morze i przejażdżka łączyły się w jedno wspomnienie. Czasem to woda była wyzwaniem. Czasem trasa. Ale dziś obie wydawały się łatwe. Dobra równowaga.
Felix uśmiechnął się, oczy na plotterze nawigacyjnym, lecz uszy nasłuchiwały śmiechu za nim.
Podróż była krótka. W kilka minut dopłynęli do nabrzeża na lądzie.
Rowery zjechały na ląd.
I tak po prostu opowieść znów zmieniła powierzchnię.
